Wielu Ukraińców przybywa do Wrocławia, nie wierząc, że w swoim kraju są w stanie zapewnić sobie i swoim rodzinom odpowiedni byt. Chciałbym, żeby Wrocław był miastem, w którym uwierzą, że ich marzenia są możliwe do realizacji – mówi Jacek Sutryk, nowy prezydent Wrocławia.

Olga Chrebor: – W grudniu 2017 r., gdy wydawaliśmy pierwszy numer czasopisma „Pryvit”, ustępujący prezydent Rafał Dutkiewicz, udzielił wywiadu naszemu koledze. W rozmowie podkreślał, że chce, aby Ukraińcy czuli się we Wrocławiu jak w domu. Pomyśleliśmy, że warto zapoznać wrocławskich Ukraińców z nowowybranym prezydentem. Chciałby Pan w jakiś specjalny sposób przywitać się ze społecznością ukraińską?
Jacek Sutryk: – Szczerze mówiąc, nie wiem, czy powinienem witać się w sposób szczególny. Chciałbym bowiem – podobnie jak przywołany przez panią mój poprzednik Rafał Dutkiewicz – żeby społeczność ukraińska nie była traktowana w żaden szczególny sposób, a tak jak wszyscy inni wrocławianie. Deklarowałem to wielokrotnie podczas kampanii wyborczej i głęboko w to wierzę: każdy, kto chce budować Wrocław, uczestniczyć w jego tworzeniu, powinien czuć się tutaj u siebie. Rozumiem, że wielu z państwa jest w pewnej „drodze”. Część przebywa u nas tymczasowo, czekając na uspokojenie sytuacji na Ukrainie, ale niezależnie od tego, tu i teraz Wrocław jest państwa domem. Jesteście w nim mile widziani, ale też za niego odpowiedzialni. Podobnie i Wrocław zadba o państwa jak o każdego ze swoich mieszkańców. Jako nowy prezydent Wrocławia chcę tego pilnować.

W trakcie kampanii podkreślał pan, że Wrocław to miasto otwarte, dla wszystkich jest tu miejsce i samorząd będzie stanowczo reagował na wszelkie przejawy nietolerancji. Co w praktyce oznacza to dla przeciętnego Ukraińca?
– Uważam, że obowiązkiem władz jest dbanie o bezpieczeństwo każdego mieszkańca miasta. W tym kontekście nie chcę analizować nietolerancji względem członków społeczności ukraińskiej, czy jakiejkolwiek innej. Dla mnie zawsze będzie to nietolerancja wobec mieszkańca Wrocławia. Odbierałem i będę odbierał takie przejawy bardzo osobiście. Składając ślubowanie prezydenckie symbolicznie przejąłem odpowiedzialność za miasto i wszystkich jego mieszkańców. Tych, którzy żyją we Wrocławiu od urodzenia, ale też tych, którzy przyjechali do miasta w poszukiwaniu pracy, bezpiecznego schronienia, czy miejsca nowego życiowego startu. Nie rozróżniam w istocie tych grup.
We Wrocławiu wdrażamy postanowienia Strategii Dialogu Międzykulturowego i będziemy uczyli w szkołach tolerancji, czy po prostu tego, jak właściwie zachowywać się wobec drugiego człowieka. To plany długofalowe. Dla zwiększenia poczucia bezpieczeństwa wrocławianek i wrocławian, bez rozróżniania na kraj ich pochodzenia czy reprezentowane poglądy, zwiększę nakłady na straż miejską i jej odpowiednie przeszkolenie. Nie zaprzestanę także apeli do parlamentarzystów o zmianę prawa oraz o wzmocnienie miejskich garnizonów policji. Nie bez znaczenia jest tu bowiem generalna postawa władz krajowych, to jakie nastroje budują one wśród obywateli, to w jaki sposób reagują na negatywne postawy.

Nasi koledzy, bezpośrednio po przyjeździe zainteresowani są przede wszystkim formalną stroną pobytu: zameldowaniem, zgodą na pobyt czasowy, numerem PESEL i oczywiście pozwoleniem na pracę. Nowo przyjezdni nie zawsze rozumieją różnicę pomiędzy urzędem wojewódzkim a urzędem miasta. Zatem w czym może pomóc obcokrajowcowi samorząd miejski i gdzie się udać, jeśli sprawy w urzędzie „nie idą gładko”?
– W pewnym sensie staramy się pomagać na bieżąco. Ściśle współpracujemy z fundacjami i organizacjami wspierającymi społeczność ukraińską. Przygotowujemy publikacje informacyjne w języku ukraińskim, m.in. na portalu miejskim wroclaw.pl. Chcemy też wesprzeć odpowiednimi szkoleniami pracowników urzędu, aby w odpowiedni i sprawny sposób mogli pomóc przyjezdnym. Urząd wojewódzki, jak pani wie, jest poza strefą wpływu ze strony miasta, ale przywoływany już tutaj Rafał Dutkiewicz apelował do wojewody o odpowiednie poprowadzenie kwestii związanych z dużą liczbą obywateli Ukrainy przybywających do Wrocławia i w ogóle na Dolny Śląsk.
Chętnie włączę się w przygotowanie i kolportaż „wrocławskiej mapy drogowej” – prostej jednostronicowej instrukcji z informacjami, w jakiej kolejności co i gdzie można załatwić przyjechawszy do Wrocławia. Myślę, że może się w to zaangażować także samorząd województwa.

We Wrocławiu sporo się już zadziało: przygotowano Strategię Dialogu Międzykulturowego, powołano pełnomocnika ds. ukraińskich przy prezydencie miasta, w MPK skorzystać można z biletomatów w języku ukraińskim, uruchomiono też ukraińską wersję miejskiego portalu wroclaw.pl. Które z inicjatyw poprzednika planuje pan kontynuować? Jakie ma pan własne pomysły na zachęcenie Ukraińców, aby wybrali Wrocław na swoje stałe miejsce zamieszkania?
– Wszystkie inicjatywy, które pani wymieniła, będą kontynuowane lub silniej wdrażane. Chciałbym przede wszystkim zadbać o taką atmosferę życia w mieście – i nie mam tu na myśli tylko poprawy jakości powietrza – żeby do pozostawania we Wrocławiu nie trzeba było nikogo specjalnie przekonywać. Teraz wiele osób przybywa do Wrocławia, nie wierząc, że w miejscu swojego obecnego pobytu są w stanie zapewnić sobie i swoim rodzinom odpowiedni byt. Chciałbym, żeby Wrocław był miastem, w którym uwierzą, że ich marzenia są możliwe do realizacji. Nie mogę zrobić tego sam. To złożony proces. Kumulacja działań miasta, otwartości wrocławianek i wrocławian, nowych miejsc pracy, programów integrujących społeczność realizowanych przez NGOsy. Chcę, aby miasto koordynowało te działania i sprawiło, że wszystkim mieszkańcom zechce się na powrót uwierzyć w marzenie. Marzenie o sobie i przyszłości swoich bliskich we Wrocławiu.

Przyjeżdża Pan do pracy na rowerze, często spotyka się i rozmawia z ludźmi bezpośrednio na skwerach czy placach. Czy to zapowiedź prezydentury o luźniejszym „protokole”?
– W ogóle nie wiedziałem, że jakiś protokół istnieje. Mówiłem wiele o tym, że chcę zmieniać Wrocław tam, gdzie widzimy taką konieczność, ale bardzo nie chcę zmieniać siebie dopasowując się do sztywnych ram. Na pewno nie w tym wszystkim, co uczyniło mnie takim, jakim jestem. Ukształtowały mnie rozmowy z mieszkańcami, bycie wśród nich, z nimi, pośród ich problemów. Pomaganie na bieżąco w prostych sprawach. Jazda na rowerze to też trochę taki relaks, cieszę się, gdy mogę odpocząć w ten sposób przed lub po pracy. Choć w zimie pewnie będę jeździł trochę mniej – częściej za to biegam.
O tych rozmowach z mieszkańcami dopowiem jedną rzecz – to one tak naprawdę mnie zmieniają, uczą miasta. Więc… zmienił się prezydent Wrocławia. Prezydentura będzie taka jak on. Niech wrocławianki i wrocławianie zmieniają mnie jako swojego prezydenta, tak jak robili to do tej pory ze swoim kandydatem, a wcześniej dyrektorem departamentu spraw społecznych.

Na chwilę chciałabym poprosić pana, żebyśmy odeszli od „Partii Wrocław” i wyobrazili sobie, że jesteśmy w „Partii Polska” i ma pan wpływ na los imigrantów oraz mniejszości ukraińskiej z poziomu ogólnokrajowego. Jakie postulaty zawarłby pan w programie hipotetycznej „Partii Polska”, żeby zachęcić ukraińskich wyborców do głosowania, gdyby oczywiście mogli głosować?
– I widzi Pani, wracamy do jednego z pierwszych pani pytań. Nie chcę przekonywać ukraińskich wyborców w żaden szczególny sposób do robienia czegokolwiek. Chcę mówić, obojętne, czy o Wrocławiu czy o Polsce, jako o miejscu dla wszystkich. Mamy piękną tradycję Polski, która była domem dla wielu kultur, mamy piękną tradycję Wrocławia, miasta wielu narodów. To, do czego mieszkańcy – obojętne Polacy, Ukraińcy, czy jacykolwiek inni – muszą się przekonać, to do tego, że przestrzeń, w której żyją, jest ich miejscem i są za nie współodpowiedzialni.
W Europie, także w Polsce, borykamy się z kryzysem demokracji. To, śmiem twierdzić, wina polityków. Ludzie tracą wiarę, że coś od nich zależy. Musimy – a w moim przypadku chcę powiedzieć, że muszę – przywrócić tę wiarę, że nasz głos, nasza opinia ma sens. Że warto się zaangażować. Że nasze miejsce do życia będzie takim, jakim je uczynimy. Że wszystko to jest naszą wspólną sprawą.

W ramach współpracy miast partnerskich Lwowa i Wrocławia, w latach 2001-2009 Departament Spraw Społecznych realizował za pośrednictwem Fundacji Krzyżowa partnerski program współpracy organizacji pozarządowych z Wrocławia i Lwowa, polegający na dzieleniu się doświadczeniem w zakresie najlepszych praktyk w sektorze społecznym. W 2016 r. w ramach Europejskiej Stolicy Kultury umownie oddaliśmy na miesiąc ten tytuł miastu Lwów, goszcząc artystów i menadżerów z całej Ukrainy. Planuje pan kontynuację tego rodzaju współpracy miast?
– Jestem wielkim zwolennikiem aktywnej współpracy pomiędzy miastami partnerskimi. Jeśli istniałaby ona tylko na papierze, jaki byłby jej sens? Mamy dobrą i piękną tradycję współpracy ze Lwowem. Chcę ją podtrzymać. Myślę, że moja prezydentura nie będzie prezydenturą wielkich podróży, ale chciałbym, żeby była prezydenturą mądrej i aktywnej współpracy. Jak pani dobrze wie, bardzo bliskie są mi sprawy społeczne. Myślę, że agendy miejskie odpowiedzialne za współpracę między miastami partnerskimi będą szukały tutaj nowych nici do budowania relacji. Podzielimy się naszym, wrocławskim doświadczeniem, chętnie nauczymy się czegoś od Lwowa i innych miast. Potrzebujemy tego doświadczenia, żeby choćby lepiej zrozumieć potrzeby społeczności ukraińskiej mieszkającej we Wrocławiu.
Swój pierwszy telefon do miasta partnerskiego, jako prezydent Wrocławia, wykonałem do mera Lwowa. Nie mogło być inaczej. Wiem, że sytuacja na Ukrainie skomplikowała się. Eskalacja konfliktu bardzo mnie smuci. Wrocław chce być blisko swoich partnerów także w trudnych momentach.

Podobno każdy wrocławianin ma jakąś wschodnią historię w rodzinie. Pan także?
– Wrocław to w ogóle miasto z silnymi korzeniami na terenach obecnej Ukrainy. Ossolineum, czy Uniwersytet Wrocławski, czyli ośrodki kultury i nauki osadzone we Wrocławiu trafiły do nas właśnie ze Lwowa – dzisiaj, jak mówiliśmy, partnerskiego miasta. Moja rodzina wpisuje się w tę historię, moja babcia pochodzi z Podola z powiatu Buczackiego, wtedy było to województwo tarnopolskie.

Czy bywał pan na Ukrainie? Które miasto lub region są panu najbliższe i dlaczego?
– Bywałem, oczywiście, przy różnych okazjach – nie tylko Euro 2012. Czy potrafiłbym wskazać coś najbliższego? Ukraina, podobnie jak Polska, ma dla mnie piękną duszę. Mianem duszy określam coś zbiorowego, na co składa się niewyrażony klimat ludzkiej życzliwości, wygląd miejsc, organizacja przestrzeni, historia… wyjątkowo bliska i wspólna, choć też miejscami trudna, pomiędzy naszymi narodami. Wrocław i Lwów mają wiele wspólnego. Stąd, jak sądzę, jest mi tam najbliżej. Nie chciałbym jednak krzywdzić innych miejscowości. Jest coś, co sprawia, że czuję się tam dobrze. Mam nadzieję, że podobne odczucia towarzyszą społeczności ukraińskiej przybywającej do Wrocławia czy na Dolny Śląsk.

Rozmawiała: Olga Chrebor