Gdy niespodziewanie w 1997 r. Ojciec Święty Jan Paweł II przekazał XIII-wieczny kościół św. Wincentego ówczesnemu greckokatolickiemu biskupowi Teodorowi Majkowiczowi i ustanowił  go jednocześnie katedrą Diecezji Wrocławsko-Gdańskiej Kościoła Greckokatolickiego, ogromnej i wymagającej wielkich nakładów finansowych świątyni nikt nie chciał. Dziś dzięki wysiłkom biskupa Włodzimierza Juszczaka, obecnego proboszcza parafii katedralnej ks. Andrzeja Michaliszyna i społeczności greckokatolickiej, katedra nie tylko wypełniona jest wiernymi – przynależąca do niej Kaplica Hochberga, właśnie otrzymała  pierwsze miejsce w konkursie „Zabytek Zadbany 2018” w kategorii obiektów sakralnych. To jedyny zabytek we Wrocławiu, który może pochwalić się tym prestiżowym tytułem. 

Pierwsza Liturgia dla społeczności ukraińskiej w katedrze przy pl. Nankiera odbyła się 1 maja 1999 roku, ale warunki liturgiczne były wówczas w katedrze bardzo dalekie od tych panujących dzisiaj w tej okazałej i odrestaurowanej świątyni, w której modlą się greckokatoliccy wierni: „Kaplica Hochberga, przybudówka do prezbiterium oraz kruchta nosiły jeszcze ślady zniszczeń po II wojnie światowej. Remontu wymagały ściany i dach katedry”. – wspomina biskup Włodzimierz Juszczak.  Intencją papieża oraz kardynała Henryka Gulbinowicza przy przekazaniu kościoła było zapewnienie diecezji  greckokatolickiej budynku i pomieszczeń godnych katedry biskupiej. Jednak świątynia, w trakcie PRL-u była przygotowywana pod Muzeum Sztuki Współczesnej. Przystosowanie jej kultu w obrządku wschodnim wymagało nie tylko dużych nakładów finansowych i pracy, ale także niezwykłej determinacji i wyobraźni. 

Maleńka społeczność grekokatolików we Wrocławiu bała się, że nie podoła temu wyzwaniu. Ówczesny biskup przymierzał się do oddania katedry, ale los świątyni miał się jednak potoczyć inaczej. 

Gdy w czerwcu 1999 ojciec Włodzimierz Juszczak przyjmował święcenia biskupie, katedra była już prawnie przekazana diecezji, a miesiąc wcześniej poświęcono ołtarz, oraz ikonostas przeniesiony w tym celu z dolnego kościoła Świętego Krzyża na Ostrowie Tumskim, dotychczasowego miejsca liturgii dla greckokatolickich wiernych. Nie pozostało nic innego, jak stawić czoła temu przeogromnemu zadaniu.

„Nikt nie wiedział jak się do tego zabrać. Ani konserwator zabytków, ani ja. Nie mieliśmy pojęcia ani jak to zrobić, ani za co, nie wiedzieliśmy nawet od czego w ogóle zacząć.” – opowiada biskup. 

Pierwsze kroki podejmowane były intuicyjnie: „To była właściwie jedna wielka wyrwa w posadzce, było w niej wszystko: zwierzęce kości, gruz, fragmenty porozbijanych rzeźb i sztukaterii, mnóstwo gruzu… Na początku działaliśmy po omacku, zadając sobie pytanie: co najpierw trzeba zrobić? – kontynuuje. 

Załatano więc dziurę w podłodze, żeby ruszyć dalej z remontem. Zebrano gruz oraz zinwentaryzowano resztki fresków i kamienie. Zabezpieczano wszystko, co ocalało. Od początku nad całym procesem czuwała poprzednia Miejska Konserwator Zabytków we Wrocławiu pani Katarzyna Brzozowska-Hawrylak, z kolei biskup, a potem także ksiądz proboszcz Andrzej Michaliszyn, wyspecjalizowali się w całej biurokratycznej maszynie: przetargi, wyłanianie wykonawców i zlecanie robót, rozliczanie środków miejskich i ministerialnych, pozwolenia i zgody. W każdym roku wykonywano kolejny żmudny krok: lepiono pozostałości fresków, doprowadzono do użyteczności pomieszczenia konsystorialne. 

Miasto Wrocław a także czasami inne instytucje, przeznaczały co roku jakąś kwotę na odbudowę. Środki pozwalały na „mini-kroczki”, ale była to kropla w morzu potrzeb, a końca renowacji nie było widać. 

Największym wyzwaniem była właśnie doszczętnie zniszczona Kaplica Hochberga. Stało się oczywiste, że bez zaangażowania finansowego na wyższym szczeblu renowacja obiektu nie będzie możliwa. Przestrzeń kościoła zupełnie wystarczała do spraw liturgicznych, ale gospodarze uznali, że byłoby niegodnym zamurować i zamknąć Kaplicę, nie zważając na jej historyczne dziedzictwo. Dobrym duchem sprawy był Wiceprezydent Wrocławia Adam Grehl i to właśnie dzięki jego namowom diecezja zdecydowała się ostatecznie aplikować o środki europejskie: „Dzięki podpowiedzi wiceprezydenta A. Grehla zdecydowaliśmy się wykonać projekt renowacji całości, skosztorysować go i zaaplikować o środki europejskie. Inaczej nigdy nie wygrzebalibyśmy się z tych prac. Nie było żadnej gwarancji, że je uzyskamy, a samo przygotowanie wniosku kosztowało nas ponad 40 tys. złotych.” – mówi biskup Juszczak. 

Eparchii udało się pozyskać blisko 8 mln złotych brutto na odnowienie zabytku. Jak się okazało, koszty przedsięwzięcia miały jeszcze niejednokrotnie zaskoczyć realizatorów projektu –  na przykład w trakcie prac drastycznie wzrosły stawki VAT na prace konserwatorskie. Ale to były już pieniądze, które pozwalały na zabranie się do renowacji obiektu całościowo. W czerwcu br. minie 5 lat, od momentu ukończenia prac w Kaplicy Hochberga. W Urzędzie Marszałkowskim wciąż znajduje się weksel poprojektowy, który biskup ma nadzieję wkrótce odebrać:

 „Projekt zrealizowaliśmy nawet z nadwyżką – musieliśmy się tłumaczyć z tego, że już w pierwszym roku po remoncie Kaplicę odwiedziło 26 tys. osób, choć zadeklarowaliśmy, że będzie to około 10 tys. osób rocznie. Pani Hania otwiera katedrę i pilnuje, aby turyści mogli swobodnie podziwiać Kaplicę, a przy okazji liczy gości.” – śmieje się biskup.

Ukraińcy w gotyckim kościele

Choć tęsknota za bizantyjską cerkwią ze wschodnimi kopułami pozostała, najważniejsze, że wierni Kościoła Greckokatolickiego mają swoje miejsce. W innych parafiach, w których cerkwie mają tradycyjną wschodnią architekturę, ukraińscy imigranci szukając „swego zakątka” od razu wyławiają je z przestrzeni miejskiej. Natomiast we Wrocławiu nie wszyscy wiedzą, że właśnie w majestatycznej łacińskiej świątyni, mieści się serce diecezji greckokatolickiej i odprawiane są msze w języku ukraińskim. Gotyckie, kamienne mury wypełniono wschodnią obrzędowością. Bizantyjski charakter wystroju wnętrza to zasługa wybitnego artysty – Jerzego Nowosielskiego. Przed bazyliką ustawiono tradycyjny, bizantyjski, kamienny krzyż z mozaiki, by zwrócić uwagę przyjezdnych, którzy poszukują swego duchowego miejsca i kontaktu z wrocławską wspólnotą. Społeczność ukraińska wskutek wysokiej imigracji rośnie, oznacza to też więcej wiernych w cerkwiach. W tym roku wrocławską greckokatolicką katedrę odwiedziło na Wielkanoc blisko półtora tysiąca wiernych a rok temu było ich znacznie mniej.  

Okazuje się też, że katedra ma swój zagmatwany historyczny wątek, który… łączy ją z Kijowem. Jej fundator, Legnicki Książe Henryk Pobożny, zginął w bitwie pod Legnicą w 1241 z rąk Mongołów. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że była to ta sama orda tatarska, która rok wcześniej w 1240 spaliła Kijów, a następnie ruszyła na Zachód. Katedra na wiele lat stała się miejscem pochówku fundatora. Tak oto Henryk II Pobożny, przy sporym udziale tatarskiej ordy, historycznie połączył Ukraińców z wrocławską katedrą. Szczątki Pobożnego zaginęły w trakcie II wojny światowej, ale jego płytę nagrobną można podziwiać we wrocławskim Muzeum Narodowym.